Aby móc stabilnie działać w 2026 roku, potrzebujemy Twojego wsparcia!
dowiedz się więcej

Wpłać
 
600 000 zł

Cześć ludzie!

Tu Patyczak, Brudne Dzieci Sida! Lubię biegać, lubię grać, ale czytać wprost uwielbiam. Dlatego wspieram skromnym, ale za to regularnym comiesięcznym zleceniem stałym Fundację Wolne Lektury. Napisałem nawet wiersz:

Czy wolisz czytać w domu, czy na łonie natury,
Zapraszam! Wspierajmy razem Fundację Wolne Lektury!

Wspieram Wolne Lektury!
Szacowany czas do końca: -
Eliza Orzeszkowa, O rycerzu miłującym

    Eliza OrzeszkowaO rycerzu miłującymOpowieść

    Poprzedza list do młodzieży, przesłany z okazyi obchodu jubileuszowego w Krakowie.

    Do młodzieży

    1

    Ktoś, w czasach dawnych, niezwykłą łaską losu obdarzony, w uniesieniu pokory i wdzięczności zawołał do Boga: — Nie mnie, nie mnie, lecz imieniowi Twojemu, o Panie!

    2

    — Nie mnie, nie mnie przypada w udziale ten objaw sympatyi serdecznej, którym raczycie mię dziś obdarzać, Szanowni Panowie, lecz tym wysokim ideałom i sprawom, których przez lat wiele byłam rzeczniczką skromną i sługą gorliwą, lecz temu słowu polskiemu, którego sztandar, wspólnie z licznym pocztem współtowarzyszy pracy, dźwigałam z pośród gróźb i poniżenia, ku trwaniu i chwale.

    3

    Nie przez miłość dla indywidualności mojej, nieznanej Wam i mało znaczącej, zgromadziliście się tu Szanowni Panowie, lecz przez miłość dla narodu, którego, my, pisarze, sługami i w mierze pewnej przedstawicielami jesteśmy.

    4

    Jednak pretekstem czy pośrednią przyczyną być objawu miłości, jest już zaszczytem i szczęściem, szczęściem tem większem, im mniej czasy nasze, aż do dna uczuciami srogiemi napełnione, sprzyjają rozwojowi uczuć szlachetnych i słodkich.

    5

    Jak zaś niewymownie zbawczemi są dla nas takie uczucia, dla nas szczególniej, którzy mieszkamy w lesie pokus i bólów, na rzekach goryczy, na kamieniskach obraz i oporów, słowami tylko wyrazić nie potrafię i wyrazić spróbuję oprawionym w słowa obrazem. My, powieściopisarze, po to na świat przychodzimy, abyśmy przemawiali obrazami. Taką jest natura nasza i takiemi są przyzwyczajenia naszej myśli, że obrazy ilustrują przed nami świat, a przed światem dusze nasze. Myśl o zbawczem znaczeniu miłości dla życia ludzkiego wogóle, a naszego najszczególniej, staje teraz przedemną w postaci obrazu, który przyjąć odemnie raczcie, jako dziękczynienie za klejnot, dziś z rąk Waszych i od serc Waszych przezemnie otrzymywany.

    6

    Jest to legenda, zrodzona w mało znanym, a we wspaniałości swej przedziwnym zakątku ziemi naszej, któremu na imię: Puszcza Białowiezka.

    7

    Istnieje w puszczy tej, żyje w cieniu jej gęstwin odwiecznych, wśród plemion rusińskich i innych, garść ludu polskiego, czystej krwi mazurskiej. Lud ten, od dwóch bez mała stuleci tam osiedlony, zachować potrafił w czystości typ narodu swego fizyczny i duchowy. Patryarchą jego do niedawna był starzec dziwny, mający na twarzy zmarszczki stuletnie, a w oczach płomień dwudziestoletnich zapałów. Znałam go…

    8

    Słońce spłynęło za ciemną ścianę świerków, stado sarn biegło po zielonem błoniu, ku rzeczce Jelonce; różowe światło zachodu kładło się na białe włosy starca, gdy zwiędłemi usty powtarzał opowieść z ust swych przeddziadów przejętą:

    O rycerzu miłującym

    9

    — Bywają na świecie ludzie nader silni, od wszelakiego złego silniejsi, którzy, gdyby największa przeszkoda na drodze ich stanęła, jak piórko z drogi ją zmiotą, taka w nich moc! A jaka to moc? Skąd w nich ta moc? Zgadnijcie! Nie zgadujecie? Słuchajcie tedy; opowiem.

    10

    „W tej oto puszczy było raz zdarzenie takie: legł pośród drogi, którą ludzie chadzali, jeździli, kamień takiej wielkości okrutnej, że ni przejść, ni przejechać bezpiecznie, nikomu nijak nie dawał. Jednym się o niego u wozów koła potrzaskały, insi przez niego doświadczyli upadków śmiertelnych, insi jeszcze zdaleka objeżdżać go zmuszonymi byli. Ile od tego srogiego głazu poszło po ludziach frasunków i smutków, ile zgryzot przecierpianych, robót niespełnionych, utrat poniesionych — nie zliczyć!

    11

    Skąd ten głaz wziął się? Niewiadomo. Ziemia go pewnie sama na utrapienie człowiecze wydała, boć wszyscy wiedzą, że, karmicielką będąc, macierz ta nasza zarówno i trapicielką dziatkom swym być, a ku ich trapieniu potwory srogie wydawać z siebie umie. O, umie!

    12

    Ale przebrała się raz cierpliwość ludzka, kto żyw do kupy zbiegł się i hejże! wszyscy razem przeciw spólnemu nieprzyjacielowi!

    13

    Jako gałęzie przestepu dokoła pnia dębowego, tak ramiona co najsilniejsze dokoła głazu się oplotły i hej! ho! w górę! silniej! wyżej! Jeszcze raz! Jeszcze, jeszcze, jeszcze raz i dziesięć, i sto razy!

    14

    Nic! Jak tkwił, tak tkwi w ziemi świętej, z pośród mchu brunatnego, co go obrasta, białe zęby wyszczerzając — z pośmiewiskiem.

    15

    Tedy stanęli ludzie biedni w zasmęceniu wielkiem, ręce poopuszczali i milczącość głucha na nich spadła. Nic nie mówią, nic nie zamierzają, zęby tylko ścisnęli i z nogami, jakby w ziemię przez nieszczęście wkopanemi, stoją. Oj! oj! Czy kto nie widział tego, jak nieszczęście wkopuje w ziemię nogi ludzkie! A zdarza się też, że i całego człowieka, z sercem żywem, do niej zakopie. Bo kto nieszczęśliwy jest, ten jakby pod ziemią był. Żyw niby, a martwy i głucha milczącość dookoła go oblatuje.

    16

    Wtem, widzę, ktościś na koniu drogą nadjeżdża, a że droga leśną była, więc co wybłyśnie z pośród drzew promień słoneczny, to mu w hełmie wysokim niby gwiazdę złotą, niby dyament tęczą świecący zapali.

    17

    Pan, nie pan; rycerz, nie rycerz! Chybać rycerz, bo hełm ma nad głową i odzież gdzieniegdzie od stali pobłyskującą. Oblicze zaś rycerza jaśniało od piękności takiej, takiej jakiejścić anielskiej, albo niebieskiej, że gdy przybliżył się i konia powstrzymał, ludzie wnet ufność ku niemu poczuwszy, o biedzie swej rozpowiadać mu zaczęli, a narzekać rozpowiadając. — Tak i tak, Jaśnie Wielmożny Panie, rozpowiadają, takie i takie zdarzyło się nam nieszczęście.

    18

    Patrzą, aż na jasne oblicze rycerza najmilsza dobroć występuje i z konia zsiadać on zamierza. — Ja Wam — mówi — kamień ten z drogi odrzucę.

    19

    Oni na to z podziwieniem.

    20

    — Gdzieżby Jaśnie Wielmożny Pan dla nas taką fatygę ponosił!

    21

    A on im na to z uśmiechem cudnym.

    22

    — Dla tego jestem na świat posłany, aby cierpiących i ukrzywdzonych ratować!

    23

    Oni znów na to z wątpliwością.

    24

    — Nie wystarczy tu siła, by największa.

    25

    A on im na to z oczyma błyszczącemi, jak gwiazdy:

    26

    — Moje wystarczą, bo je biorę z miłującego serca.

    27

    Tu głaz okrutny rękoma opasał, wstrząsł nim tak, że aż ziemia stęknęła, aż oblicze własne zalało mu się zdrojem potu i z ziemi go wyrwawszy w las daleko odrzucił. Tylko w powietrzu zagrzmiało od runięcia głazu na świerki i sosny, które jak trzciny łamały się pod nim z trzaskiem niewypowiedzianym.

    28

    I ucichło. Droga przed ludźmi leżała równa, gładka, a po twarzach ludzkich skrzydło anielskie pisało litery radości.

    29

    Rycerz zaś znowu na koń wsiadł i pięknie ukłoniwszy się, pojechał dalej cierpiących i ukrzywdzonych ratować!

    30

    Silnyż był, silnyż! A skąd w nim była ta olbrzymowa moc?

    31

    — Z serca miłującego, mówił. —

    32

    Ot, w sercu to miłującem, widać, tkwi ta moc olbrzymowa, co, by największe zło, przemódz zdoła.

    33

    Dajże nam tedy, o Boże, który z wysokości na tę puszczę naszą patrzysz i te kamienie pośród niej sterczące, i te sidła, pośród niej zastawione, i te ciemności ciężkie, pośród niej rozciągnięte widzisz, dajże nam jak najwięcej serc, napełnionych olbrzymową mocą miłowania.

    Bezpieczne płatności zapewniają: PayU Visa MasterCard PayPal

    Dane do przelewu tradycyjnego:

    nazwa odbiorcy

    Fundacja Wolne Lektury

    adres odbiorcy

    ul. Marszałkowska 84/92 lok. 125, 00-514 Warszawa

    numer konta

    75 1090 2851 0000 0001 4324 3317

    tytuł przelewu

    Darowizna na Wolne Lektury + twoja nazwa użytkownika lub e-mail

    wpłaty w EUR

    PL88 1090 2851 0000 0001 4324 3374

    Wpłaty w USD

    PL82 1090 2851 0000 0001 4324 3385

    SWIFT

    WBKPPLPP

    x
    Skopiuj link Skopiuj cytat
    Zakładka Istniejąca zakładka Notka
    Słuchaj od tego miejsca