Aby móc stabilnie działać w 2026 roku, potrzebujemy Twojego wsparcia!
dowiedz się więcej

Wpłać
 
300 000 zł

Cześć, jestem Dominik. Jestem właścicielem Postęp Studio i razem z Wolnymi Lekturami od ponad dwóch lat realizujemy dla Was audiobooki, których możecie słuchać za darmo.

Z tego miejsca chciałbym Was też zaprosić do wspierania po prostu Wolnych Lektur, bo Wolne Lektury istnieją właśnie dzięki Wam i dzięki Wam mogą takie projekty tu działać. Tylko po prostu liczą na mały gest od Was, od Ciebie, który może przyczynić się do tego, żeby nasza kultura mogła dalej trwać, istnieć i zachować się na lata.

Zapraszam do wsparcia.

Wesprzyj Wolne Lektury — teraz, zanim zapomnisz
Szacowany czas do końca: -
Marcin Sendecki, parcele
Mój fryzjer oglądał w TV serial o Jezusie →

    Marcin SendeckiParcele




    1
    Miasto, zepsuty mięsień; pasterze prowadzą
    kobiety, wózki i kosze porzeczek. Miękkie dzieci
    wirują na placu. Głodny, nieruchome (rozmnażajcie się,
    czyńcie mnie sobie poddanym).




    5
    Dotykanie się; kiedy wesołe chustki żegnają
    żołnierzy, wychodzimy z kina i idziemy w lewo.
    (Poruszać ustami, otwierając drzwi). Znowu mówi
    przeze mnie specjalny pułkownik i obudzony śmierdzę
    szpitalem i śniegiem. To zwykłe; chłopiec w oknie
    10
    naśladuje motor, kot śpi za ścianą z pyskiem pełnym ryb.




    Skrzep słońca, sadzy i sytego mrozu; patrzę,
    kiedy mówisz. Nie wiedzieć, że nisko porusza się
    śnieg i nazywam płaszcz, popiół i resztę przedmiotów.




    Maciek Tanner otwiera pudełko z tektury

    Czarny pokój, w którym wewnętrzna partia
    15
    metodycznie krwawi. Każdy wieczór się kończy
    poprzednim wieczorem. Dwór w skrzynkach,
    łechtaczki z wolframu.




    Pies, piłka.
    (kolory lżejsze niż spalona
    20
    skóra; odkryte, starte)
    Odwrócone.




    Mój fryzjer oglądał w TV serial o Jezusie

    Bardzo mądry człowiek. I jak on,
    skubany, cuda kombinował. Wszystko
    ustawione, samemu nie sposób. Płacę.
    25
    Idę do drzwi. Sam wkładam czapkę. Padam.
    Podnoszę się. I widzę to jasno, podeszwy
    moich butów są śliskie jak lód.




    Skaleczenia, ciepłe; budynki w kropli żywicy
    wyplutej z pociągu. W każdym z nich kłębek nici,
    30
    fiołkowa twarzyczka. Wyciągnij lepkie palce, jeden
    ruch, najmniejszy.



    Tytuł

    Andrzejowi Sosnowskiemu
    Więc weź i wskaż. Dwóch z wózkiem
    do szafy. Albo do śmieci. Normalnie,
    35
    pod wierzbę. Do sutereny. Tam, wiesz,
    gdzie baniak i fikuśna kłódka.
    Allo, panowie? Panowie jesteście?
    To trzeba teraz biureczko na trzecim,
    a reszta z Różą, przejść się po obiekcie.
    40
    Krzesełka, z sześciu. Nie ma się
    najlepiej. Dniówka za jutro. Niech
    się wskaże sam.




    Wszystko mniejsze. Wysiadłem z tramwaju
    i porównuję krajobraz z instrukcją. Kiosk.
    45
    Gawron. Dziewczynka wkłada w usta dwa
    różowe palce. Nie sposób się zgubić.
    Drzwi brzydkie. Schody brudne. Policzyłem
    stopnie: cztery, więc brudu niewiele. Dzwonię.
    Zostaję tam, wewnątrz. Wychodzę. Ciemniej. Nie
    50
    ma nawet śniegu. Niezbyt dobrze widać, ale
    przeczytałem, że tramwaj się zjawi
    za dwanaście minut. W kieszeni mam książkę,
    zapałki i tytoń. Nic mi nie wiadomo.




    Fragment

    Każdy wers tego wiersza ciągnie
    55
    w inną stronę. Tedy szczur
    biega między linijkami, podczas
    gdy tytuł – wymierzony w słońce – pławi
    się w morzu wirtualnych listków.
    Tak dobrze? To daj.




    60
    Popiół, pomarańczowe
    łupiny w pokoju, na schodach.
    Na łóżku z fotografii. Twój pies
    śmierdzi, nim otworzysz drzwi.




    Prawie trójkątne, natarczywe okno. Chustki
    65
    kobiet wymienionych w liście, na stole. Prostokątnym,
    pudełko zapałek. Długie jak fiord, jak narty z hikory.
    Oddzielne. Dziąsła, źrenice i więzadła kobiet.




    Maciek Tanner, rytmy

    Ciepło w ustach. Wszyscy
    dla mnie dobrzy. Wykrzykuje
    70
    wszystko i wszystko się zwija,
    więdnie i ląduje tu. Wszystko
    dobre. Kartofle, listy, kopanie
    kartofli. Nie opowiem ci żadnej
    prawdziwej historii.





    W (

    75
    upić się szybko i spać; sekretny
    ogród w poszarzałej ziemi. Ukryte
    w kaszlu, w kilku taktach płuc). Mam
    w ustach benzynę, pielęgnuję, palę.



    Marcinowi Świetlickiemu
    80
    Dobranoc, ciemno. Tłuszcz klaszcze
    w szklance. Nieładne zęby gryzą jabłko z wosku.
    Sztućce, talerze i paznokcie śliskie. Jest
    sen. I we śnie się moszczą pocztówki błyszczące:
    motyl, syrena, wąż z podwójnym prąciem.




    85
    Księżyc nad stawem. Nowe
    domy sterczą. Dosyć ciągle widno,
    pusto. Chcę, żebyś zobaczyła, więc
    wyciągam rękę i mówię: no, tak.




    Sukienki, zdrobnienie. Za chwilę
    90
    uwierzą, że metro cieknie pod kwartałem
    markiz. Południe jest plamą i rośnie w kierunku
    szyldu rzeźnika i korzennych sklepów.




    Beztroski, plecami wsparty
    o stalową siatkę. Kirkut. Mieszkańcy
    95
    wzgórza: pies, krowa i kret. Naczynia (krynico
    radości). Gwiazda prowadzi poszczególne stada.




    Lustro

    Dla Marcina Barana
    Wszystkie fotografie bez wątpienia wierne. Światło
    się zmieni i skreśli kolory. Bury kark cerkwi i złupiony
    100
    park sczernieją, podobne zębom miejscowej ludności. Sporządza
    raport, wciska szpilki w mapę, którą rysował, zamykając oczy.
    Chory ze śmiechu. Przeniesiony znikąd.




    Bezpieczne płatności zapewniają: PayU Visa MasterCard PayPal

    Dane do przelewu tradycyjnego:

    nazwa odbiorcy

    Fundacja Wolne Lektury

    adres odbiorcy

    ul. Marszałkowska 84/92 lok. 125, 00-514 Warszawa

    numer konta

    75 1090 2851 0000 0001 4324 3317

    tytuł przelewu

    Darowizna na Wolne Lektury + twoja nazwa użytkownika lub e-mail

    wpłaty w EUR

    PL88 1090 2851 0000 0001 4324 3374

    Wpłaty w USD

    PL82 1090 2851 0000 0001 4324 3385

    SWIFT

    WBKPPLPP

    x
    Skopiuj link Skopiuj cytat
    Zakładka Istniejąca zakładka Notka
    Słuchaj od tego miejsca