Aby móc stabilnie działać w 2026 roku, potrzebujemy Twojego wsparcia!
dowiedz się więcej

Wpłać
 
300 000 zł

Witam Was serdecznie. Nazywam się Mateusz i jestem realizatorem w Postęp Studio, miejscu, gdzie powstają audiobooki dystrybuowane dalej przez Fundację Wolne Lektury.

Jako realizator odpowiadam za cały proces tworzenia audiobooka od nagrań lektorskich aż do finalnej postprodukcji. Wolne Lektury to świetna inicjatywa, która daje Wam dostęp do bazy, do dużej biblioteki lektur szkolnych zupełnie za darmo.

Jeżeli zależy ci na tym, aby móc dalej wspierać tą inicjatywę i aby ta inicjatywa mogła się rozwijać, dorzuć się, proszę, przysłowiową cegiełkę do zbiórki, która została, właśnie przez fundację założona. Z góry dziękuję i życzę wszystkiego dobrego.

Wesprzyj Wolne Lektury — teraz, zanim zapomnisz
Szacowany czas do końca: -
Józef Birkenmajer, Wycieczka (tomik), Rozmowa z cieniem
← Podzamcze

Spis treści

      Józef BirkenmajerWycieczkaRozmowa z cieniem

      1
      Zawsze ciebie widziałem w cieniach mej przeszłości
      I twojego początku dociekam daremnie.
      Nie wiem, czy jesteś synem nocy czy światłości —
      Jedno tylko wiem, cieniu: — żeś zrodzony ze mnie.
      5
      Było to w czasach, których nie objąć wspomnieniem —
      Bo pamięć ma nie sięga nawet do kołyski —
      W czasach, co dawno zmierzchły i dni swych przebłyski
      W cień rzuciły… i stały się wraz z tobą — cieniem.
      I jeno żyje we mnie ta myśl podświadoma,
      10
      Która niejasne słowa fantazji mej szepce —
      Żem już wtedy cię chwytał drobnemi rękoma,
      Gdym z tobą, jak brat bliźni, wraz leżał w kolebce.
      Nie chwyciłem cię ręką, lecz chwyciłem wzrokiem —
      Byłeś pierwszem wrażeniem, jakiegom ja doznał.
      15
      Oszołomiony zjawisk nieznanych natłokiem
      Dzięki tobie-m kształt pierwszy, pierwszy ruch rozpoznał.
      I może-ś tak znienacka włóczył się wokoło,
      I pozorami rzeczy różnych mnie omamiał,
      Że nieraz cień przestrachu kładł się na me czoło,
      20
      I żem cień odtąd często z lękiem utożsamiał.
      Odtąd… bo odtąd coraz częściej się kojarzysz
      Z mojemi wspomnieniami, cieniu mój posępny!
      Gonisz pierwsze me kroki — mych zabaw towarzysz —
      Proszony — nieproszony — ale nieodstępny.
      25
      Jako rówieśnik, rosłeś ze mną jednocześnie,
      Ze mną spać szedłeś wczesną godziną wieczorną,
      Lecz nieraz, jak żak-łobuz, bawiłeś mnie we śnie
      Figlami — lub straszyłeś postacią potworną.
      A widząc, iż się tobą trwożę lub ciekawię,
      30
      Takeś już zbisurmaniał i tak zezbereźniał,
      Żeś takie same figle płatał mi na jawie
      I wciąż mnie naśladował — lub częściej przedrzeźniał.
      Podobniśmy do siebie — jak dwie rzeczy bliźnie;
      Lecz ty, snać chcąc zaznaczyć różność naszych natur,
      35
      W żywe oczy urągasz mojej podobiźnie,
      Przerabiając ją w tysiąc śmiesznych karykatur.
      Jakbyś kładł moją postać na łożu Prokrusta,
      Umiesz jej tuszy dodać albo wzrostu odjąć.
      Nie wiem, czy to złośliwość czy swawola pusta, —
      40
      Czy jesteś mym obrazem, czy moją parodją.
      Nie wiem — bo mi nie dano spojrzeć w twe źrenice,
      Z którychbym myśli twoje czytał i zamiary;
      Płaskie i ciemną sadzą zatarte masz lice,
      Jesteś, jak widmo — wiotki, bezoki i szary.
      45
      Nie wiem, czy ci źle ze mną czy dobrze. Wiem jeno,
      Że przez dzień cały chodzisz ze mną, jak najęty
      I niezrażony żadną przygodą ni sceną
      Natrętnie i wytrwale włazisz mi na pięty.
      Włóczysz się wszędzie za mną, jak stary pieczeniarz,
      50
      Do moich nóg przykuty, jak do progu listwa;
      Aż czasem sobie myślę, że pewno oceniasz
      Korzyści, jakie ciągniesz z mego towarzystwa…
      Lecz gdy nadciągną chmury lub wieczór się zmierzchnie,
      Próżno wtedy, mój cieniu, szukam cię koło mnie;
      55
      Znikasz — jak w chwilach nieszczęść nieraz się rozpierzchnie
      Rzesza druhów, rzucając druha wiarołomnie.
      Lecz nie sądzę cię ostro; — bo jak moje życie,
      Tak i twoje się wiąże ze światła istnieniem.
      Bo gdyby nie jaśniało słońce na błękicie,
      60
      Gdyby światła nie było, ty nie byłbyś — cieniem.
      Nie przeszkadza to jednak, że gdy idę z tobą,
      Ty — przez światło do życia powołany co dzień —
      Na światło nie śmiesz wyjrzeć, lecz za mą osobą
      Przed słońcem się ukrywasz, jak zły duch lub zbrodzień.
      65
      Skryty jesteś z natury. — Choć wciąż żyjesz ze mną,
      Nigdym z twych ust nie słyszał żadnego wyrazu.
      I gdym do ciebie mówił, to zawsze daremno
      Przemawiałem — jak ów dziad — do swego obrazu.
      Czasami, kiedy z tobą jedynie sam jestem
      70
      I gdy jestem trapiony myślami smutnemi,
      To i ja nic nie mówię… ale zato gestem
      Rozmawiamy ze sobą — jak dwaj głuchoniemi.
      Lecz nigdy mi nieznany tej rozmowy wynik,
      Bo gdy ręce załamię — gdy ból twarz mą ściąga,
      75
      Ty często me uczucia przedrwiwasz jak cynik,
      A twarz twoja — czy nie twarz — śmiechem mi urąga.
      Wiecznie milczysz — u stóp mych — szary towarzyszu…
      I nawet nie pożegnasz mnie cichem westchnieniem,
      Gdy spocznę — już bez ciebie — w grobowem zaciszu,
      80
      Gdy na wieki w zaświaty już odlecę — cieniem.

      1930

      Bezpieczne płatności zapewniają: PayU Visa MasterCard PayPal

      Dane do przelewu tradycyjnego:

      nazwa odbiorcy

      Fundacja Wolne Lektury

      adres odbiorcy

      ul. Marszałkowska 84/92 lok. 125, 00-514 Warszawa

      numer konta

      75 1090 2851 0000 0001 4324 3317

      tytuł przelewu

      Darowizna na Wolne Lektury + twoja nazwa użytkownika lub e-mail

      wpłaty w EUR

      PL88 1090 2851 0000 0001 4324 3374

      Wpłaty w USD

      PL82 1090 2851 0000 0001 4324 3385

      SWIFT

      WBKPPLPP

      Skopiuj link Skopiuj cytat
      Zakładka Istniejąca zakładka Notka
      Słuchaj od tego miejsca