Aby móc stabilnie działać w 2026 roku, potrzebujemy Twojego wsparcia!
dowiedz się więcej

Wpłać
 
600 000 zł

Cześć ludzie!

Tu Patyczak, Brudne Dzieci Sida! Lubię biegać, lubię grać, ale czytać wprost uwielbiam. Dlatego wspieram skromnym, ale za to regularnym comiesięcznym zleceniem stałym Fundację Wolne Lektury. Napisałem nawet wiersz:

Czy wolisz czytać w domu, czy na łonie natury,
Zapraszam! Wspierajmy razem Fundację Wolne Lektury!

Wspieram Wolne Lektury!
Szacowany czas do końca: -
Bożena Keff, Nie jest gotowy, Nie jest gotowy, Czwarta panna Brönte
Pierwszy domowy wiersz → ← Co mam w kieszeni

Spis treści

      Bożena KeffNie jest gotowyCzwarta panna Brönte

      1
      Kiedy wracam z plaży do tego domu na wzgórzu
      gdzie wynajmuję pokój, więc kiedy
      idę lasem pod górę, tak mnie niepokoi szybkość
      z jaką wszystko ciemnieje, że przyspieszam, żeby ją wyprzedzić
      5
      i wtedy też ona
      czwarta panna Brönte (czwarta z tych piszących)
      coraz szybciej wspina się na wrzosowisko; tak gwałtownie
      się ściemnia, serce jej się tłucze z obawy
      że ją wchłonie ta równomiernie kładąca się szarość, zatopi bez śladu
      10
      w garści trzyma brzeg mokrej od rosy sukni i płóciennej halki —
      aż staje przed domem z jasnego kamienia, w oknach zbawcze światło
      nie wie, że tam mieszka młody wydawca z Yorkshire;
      O, tak, on mówi, wydam, wszystko wydam; ona się przy nim czuje
      jakby się wydostała z gmatwaniny kosmicznych i ludzkich
      15
      przypadków, on — jak odnaleziony;
      spędzają trzy oniemiałe dni, a potem latami
      żyją w radosnym zdziwieniu;
      Drzewa zamknęły za nimi gałęzie i zostali w lesie
      mieszkają w szałasie z psem, który nie szczeka, żeby nie zakłócać ciszy
      20
      gdy dwa nasłuchiwania słyszą się nawzajem; przyjaciółko, mówi,
      w dzień i w nocy płyń pod płonącym żaglem; przyjacielu, powiada,
      w dzień i w nocy oczekuj mnie, płynę —
      W wiele lat później od dawna samotna panna Brönte
      autorka powieści oraz poematów
      25
      zza okna restauracji, w której je pizzę z pieczarkami
      obserwuje ulicę Londynu; tyle powozów, spieszą gdzieś posłańcy
      uwija się gazeciarz, blask gazowych latarni
      miękko odbija od matowego półmroku wieczoru, na piętrach
      okna przyćmione jak chińskie lampiony, jeszcze wyżej
      30
      niebo — zaskakująco jasne ponad mrokami ulicy; odwieczna
      pora niepokoju oswojona w mieście —
      a jednak od razu dostrzega go, widzi
      jak się wyłania spomiędzy żywych, z powietrza, z ruchu:
      całkowicie nieobecny, jakby z najgłębszego
      35
      bezwładu tego świata, z dna; nie było nic wspólnego między nim
      a tym dniem z jego wczesnojesienną pogodą
      z zacisznymi bladożółtymi sferami tworzonymi przez światło i liście
      i sucho-gorzkim, odrobinę mglistym zapachem
      nic wspólnego z nocą, kiedy się jej śni;
      40
      Dla ciebie przebyłem oceany czasu — powiedziałby
      z uwagą patrząc ponad kobaltowym szkłem okularów
      które filtrują światło żywych; Tristan, duch wspólnika;
      o, jakie ubóstwo, jaka nędza, nie jest nawet upiorem
      niczego nie przebył, nie ma go, nie może
      45
      nie jest panem swojego nieistnienia
      odwrotnie odwrotnie;
      i kiedy drzewa zamknęły za nią gałęzie i została w lesie
      bez latarń, które dają blask dojścia tej porze odejścia,
      panna Brönte rzuciła się przed siebie, biegła i biegła drąc suknię
      50
      okrzaki; tak szybko się ściemnia i serce jej się tłucze
      ta równo kładąca się ciemność wchłonie ją, zatopi —
      aż dobiegła do murowanego domu, zbawcze światło w oknie
      nie wie, że tam mieszka dobra kobieta, podobnie jak ona pisarka
      pani Eliza Orzeszko.
      55
      Drzwi się za nimi zamknęły i spędziły trzy wspaniałe dni
      panna Brönte opowiedziała starszej (to znaczy: młodszej) pisarce
      że nie rozumie, dlaczego stan idealny także ulega
      entropii, logika uczy inaczej, a potem rodzą się upiory (albo tylko duchy)
      które się jednak kocha. — To wszystko z nadmiaru — powiada pani Eliza.
      60
      — Raczej z niedomiaru — mówi panna Brönte — z niedostatku wyobraźni
      stwórcy, natury albo ewolucji niedostosowanych w ogóle
      do umysłu człowieka.
      W swoim towarzystwie odnajdują spokój
      i pewne duchowo-zmysłowe doznania, o których napiszą za sto lat
      65
      mniej więcej. Obie tworzą, wieczorami wychodzą nad rzekę patrzeć
      jak za jej trzecim zakrętem ginie słońce, dla obu ojczyste.
      — Chcę zostać —
      mówi panna Brönte. — Chcę być z tobą, Elizo. — Niestety, przyjaciółko
      — powiada pani Orzeszko i gładzi jej ciemne loki (czy mówiłam,
      70
      że ma ciemne loki? ) — to słońce, na które patrzymy
      zaszło jakieś sto lat temu i ja także jestem już miniona.
      Cóż tu pomoże rozpacz, wobec faktów
      można sobie rozpaczać; idzie jednak o to, że ona
      nie rozumie w ogóle, jak jest możliwa przeszłość, w zasadzie nie wierzy
      75
      w istnienie ludzi żyjących dawniej niż przed narodzeniem
      jej własnych rodziców, dalej pustka —
      nie w sensie faktów, bo to
      da się pojąć, ale aktualności, trwania; bo jak jest możliwy
      16 sierpnia sprzed stu lat, nie sam dzień, ale jego
      80
      aktualność? Tamten wschód słońca, światło na kołdrze Elizy
      jej woda w misce, ucisk jej gorsetu i świeżo wyprasowana bielizna
      pachnąca gorącym metalem żelazka, popołudniowy ból
      głowy, przyjemność pisania, ciągnięcia liter
      po gładkim papierze, taki ruch ręki przy w, a taki przy e,
      85
      a nie fakt polegający na tym, co jest zapisane;
      jak to jest możliwe gdzie to jest jak znika —
      — Czy jestem upiorem — pyta panna Brönte — czy sama nawiedzam
      przestrzenie własnej wieczności, jak duch;
      ciągle przebywam oceany czasu
      90
      ale z nich się nie można przedostać
      na jakiś ląd —

      *

      Z okna pokoju widzę teraz morze, oddycha spokojnie
      nad nim całe miasto obłoków: granaty grafity wrzosy róże żółcie
      i wielka pręga słońca po wodzie;
      95
      jest 17 sierpnia 2010, na imię mam Marta
      i aktualnie jest jeszcze niedziela —

      wrzesień 1998

      Podziękowania dla Josepha Bediera, autora Tristana i Izoldy, oraz dla Francisa Forda Coppoli, reżysera filmu Dracula wg Brama Stokera.

      Bezpieczne płatności zapewniają: PayU Visa MasterCard PayPal

      Dane do przelewu tradycyjnego:

      nazwa odbiorcy

      Fundacja Wolne Lektury

      adres odbiorcy

      ul. Marszałkowska 84/92 lok. 125, 00-514 Warszawa

      numer konta

      75 1090 2851 0000 0001 4324 3317

      tytuł przelewu

      Darowizna na Wolne Lektury + twoja nazwa użytkownika lub e-mail

      wpłaty w EUR

      PL88 1090 2851 0000 0001 4324 3374

      Wpłaty w USD

      PL82 1090 2851 0000 0001 4324 3385

      SWIFT

      WBKPPLPP

      x
      Skopiuj link Skopiuj cytat
      Zakładka Istniejąca zakładka Notka
      Słuchaj od tego miejsca