Potrzebujemy Twojej pomocy!
Na stałe wspiera nas 489 czytelników i czytelniczek.
Niestety, minimalną stabilność działania uzyskamy dopiero przy 500 regularnych darczyńców. Dorzucisz się?
Przypisy
Pierwsza litera: wszystkie | 0-9 | A | B | C | D | E | F | G | H | I | J | K | L | M | N | O | P | Q | R | S | T | U | V | W | X | Y | Z
Według typu: wszystkie | przypisy autorskie | przypisy redaktorów Wolnych Lektur | przypisy źródła | przypisy tłumacza | przypisy tradycyjne
Według kwalifikatora: wszystkie | angielski, angielskie | biologia, biologiczny | chiński | dawne | francuski | grecki | gwara, gwarowe | hebrajski | hiszpański | łacina, łacińskie | literacki, literatura | niemiecki | portugalski | potocznie | regionalne | rosyjski | staropolskie | włoski
Według języka: wszystkie | English | français | Deutsch | lietuvių | polski
Znaleziono 8729 przypisów.
Dziękujemy za wasze ofiary (…) — podziękowanie Josepha. Tekst mój. [przypis autorski]
dzik ndiri — dziki afrykańskie mają głowę zakończoną szeroko, kły okrągłe, nie trójkątne i dość długi ogon, który szarżując zadzierają do góry. [przypis autorski]
dzika figa — ficus sycomorus [figa morwowa, sykomora sykomora: afrykańskie drzewo figowe o niesmacznych owocach, lecz cenionym przez rzeźbiarzy drewnie; red. W.L.]. [przypis autorski]
dzikie odłowy Płazów milcząco uważano za naturalną regulację ich populacji — Przytaczamy autentyczny ówczesny opis:
Piraci XX wieku
Była jedenasta wieczorem, gdy kapitan naszego statku kazał ściągnąć banderę i spuścić łodzie. Noc była księżycowa, tonąca w srebrzystej poświacie. Wysepka, ku której płynęliśmy, nazywała się bodaj Gardner Island w archipelagu Feniksa. Podczas takich księżycowych nocy Płazy wychodzą na brzeg i tańczą. Możecie do nich podejść i nie usłyszą was, tak są pochłonięte swym zbiorowym, niemym tańcem. Było nas dwudziestu, wyszliśmy na brzeg z wiosłami w rękach i rozwinięci w tyralierę zaczęliśmy półokręgiem otaczać ciemną gromadę rojącą się na plaży w księżycowym świetle.
Trudno opisać wrażenie, jakie wywołuje taniec Płazów. Jakieś trzysta zwierząt siedzi na tylnych nogach w absolutnie symetrycznym okręgu, zwróconych czołem do środka; środek okręgu jest pusty. Płazy nie poruszają się, są jakby zamarłe. Wygląda to jak okrągła palisada wokół jakiegoś tajemniczego ołtarza; ale nie ma tu żadnego ołtarza ani żadnego bóstwa. Nagle jedno ze zwierząt mlaśnie „ts-ts-ts” i zaczyna kołysać górną połową ciała. Ten posuwisty ruch przenosi się coraz dalej i po kilku sekundach wszystkie Płazy kołyszą górną połową tułowia, nie ruszając się przy tym z miejsca, coraz szybciej, bezdźwięcznie, coraz bardziej frenetycznie, w szalonym i upojnym wirze. Po jakimś kwadransie słabnie jeden Płaz, po nim drugi i trzeci, kołyszą się jeszcze przez chwilę wyczerpane i zamierają. Znowu wszystkie siedzą bez ruchu jak posągi. Po chwili gdzie indziej rozlega się ciche „ts-ts-ts”, inny Płaz zaczyna się wić i jego taniec przenosi się naraz na cały krąg. Wiem, że ten opis wygląda bardzo mechanicznie; ale dodajcie do tego kredowe światło księżyca i regularny, długi szum przypływu. Miało to w sobie coś niesłychanie magicznego i w jakimś sensie zaklętego. Przystanąłem ze ściśniętym gardłem, z mimowolnym uczuciem grozy i przerażenia. „Człowieku, ruszaj się — krzyknął na mnie najbliższy sąsiad — bo zrobisz dziurę!”.
Zacieśnialiśmy nasz pierścień wokół tanecznego kręgu zwierząt. Mężczyźni trzymali wiosła w poprzek i mówili półgłosem, raczej dlatego, że była noc, niż żeby Płazy nie mogły ich usłyszeć. „Do środka, biegiem!” — zawołał dowodzący oficer. Podbiegliśmy do tego wirującego kręgu. Wiosła z głuchym rąbnięciem uderzyły w grzbiety Salamander. Dopiero teraz Płazy się wystraszyły, cofały się do środka albo próbowały prześlizgnąć się między wiosłami do morza, ale uderzenia wioseł odrzucały je z powrotem, skrzeczące z bólu i strachu. Popychaliśmy je żerdziami do środka, stłoczone, spychane, włażące jeden na drugiego. Dziesięciu mężczyzn zamykało je w ogrodzeniu z wioseł, a dziesięciu innych szturchało i młóciło wiosłami po tych, które próbowały podejść albo przebiec. Był to jeden wielki kłąb czarnego wijącego się, skrzeczącego w dezorientacji mięsa, na które spadały mocne razy. Potem otwarła się luka pomiędzy dwoma wiosłami; wyślizgnął się przez nią Płaz, który został ogłuszony ciosem pałką w grzbiet; po nim drugi i trzeci, aż leżało ich tam chyba ze dwadzieścia. „Zamknąć!” — rozkazał oficer i luka między wiosłami zamknęła się. Bully Beach i mieszaniec Dingo chwycili do każdej ręki nogę jednego ogłuszonego Płaza i wlekli je po piasku do łodzi jak worki. W pewnym momencie jedno z wleczonych ciał uwięzło między kamieniami; wówczas marynarz ze złością szarpnął gwałtownie i noga się urwała. „To nic — burknął stary Mike, który stał koło mnie — ona mu, człowieku, odrośnie”. Gdy nawrzucali ogłuszone Płazy do łodzi, oficer rozkazał sucho: „Przygotujcie następne!”. I znowu spadały ciosy pałką na grzbiety Płazów. Ten oficer nazwiskiem Bellamy był wykształconym, spokojnym człowiekiem, znakomitym szachistą; ale to było polowanie albo raczej interes, nie było więc mowy o jakichś skrupułach. W ten sposób złowiono przeszło dwieście zamroczonych Płazów. Mniej więcej siedemdziesiąt ich tam zostało, prawdopodobnie martwych i niewartych załadunku.
Na statku schwytane Płazy wrzucono do zbiorników. Nasz statek był starym tankowcem do transportu ropy naftowej; źle wyczyszczone zbiorniki śmierdziały naftą, a powierzchnia wody była tłusta i tęczowa; tylko pokrywy były odsunięte, żeby mogło się tam dostać powietrze. Gdy nawrzucali do nich Płazy, zrobiło się tam gęsto i obrzydliwie. Wyglądało to jak jakaś zupa z makaronem. Miejscami cała ta zawartość poruszała się słabo i żałośnie. W ciągu dnia zostawiło się Płazy w spokoju, żeby mogły dojść do siebie. Nazajutrz przyszło czterech mężczyzn z długimi drągami i szturchali nimi tę „zupę” (fachowo naprawdę mówi się na to soup). Mieszali w tej gęstwinie ciał i obserwowali, które się nie poruszają albo z których odpada mięso; te nabijali na długie haki i wyciągali ze zbiorników. „Czy zupa jest czysta?” — zapytał potem kapitan. „Tak, panie kapitanie”. „Dolejcie do niej wody!”. „Tak jest, panie kapitanie”. To czyszczenie „zupy” musiało się odbywać codziennie. Za każdym razem wyrzucano do morza od sześciu do dziesięciu sztuk „zepsutego towaru”, jak to nazywano. Naszemu statkowi wiernie towarzyszyła kawalkada wielkich, najedzonych do syta rekinów. W pobliżu zbiorników śmierdziało okropnie; mimo regularnego jej wymieniania, woda w kadziach była żółta, upstrzona odchodami i rozmoczonymi sucharami; w niej ospale pluskały się bądź leżały bez ruchu czarne, ciężko oddychające ciała. „Tutaj mają się dobrze — twierdził stary Mike. — Widziałem statek, który woził je w blaszanych beczkach po benzolu. Wszystkie im wyzdychały”.
Po sześciu dniach ładowaliśmy nowy towar na wyspie Nanomea.
Więc tak wygląda handel Płazami. Co prawda, mowa tu o handlu nielegalnym, a ściślej rzecz biorąc współczesnym piractwie, które rozkwitło niemal z dnia na dzień. Mówi się, że prawie jedna czwarta wszystkich sprzedawanych i kupowanych Płazów jest łowiona w ten sposób. Istnieją wylęgarnie, które nie są warte tego, aby Syndykat Płazów utrzymywał tam stale farmy. Na mniejszych wyspach Pacyfiku Płazy rozmnożyły się tak, że stały się wręcz ciężarem. Tubylcy ich nie lubią i twierdzą, że przekopują swoimi korytarzami całe wyspy. Dlatego zarówno urzędy kolonialne, jak i sam Syndykat przymykają oczy na te rabunkowe napady na siedliska Płazów. Przyjmuje się, że istnieje około czterystu pirackich okrętów, które zajmują się tylko łupieniem Płazów. Oprócz drobnych przedsiębiorców to współczesne piractwo uprawiają całe towarzystwa okrętowe, z których największe to Pacific Trade Company z siedzibą w Dublinie; jego prezesem jest szanowny pan Charles B. Harriman. Przed rokiem warunki pracy w tej branży były nieco gorsze. Wówczas pewien chiński bandyta imieniem Teng z trzema statkami napadał wprost na farmy Syndykatu i nie cofał się nawet przed wymordowaniem ich personelu, jeśli ten stawiał mu opór. W listopadzie minionego roku ów Teng ze swą małą flotą został ostrzelany przez amerykańską kanonierkę „Minnetonka” u wybrzeża Midway Island. Od tego czasu piractwo, którego ofiarami padały Płazy, przybrało mniej dzikie formy i cieszy się stałym rozkwitem, ponieważ uzgodniono pewne warunki, na jakich je w milczeniu tolerowano, na przykład: że przy napaści na obce wybrzeże zostanie zdjęta z masztu bandera rodzimego państwa; że pod pretekstem piractwa nie będzie prowadzony eksport ani import innych towarów; że złowione Płazy nie będą sprzedawane po cenach dumpingowych i będą oznaczane w handlu jako towar drugiej jakości. Płazy w nielegalnym handlu sprzedawane są po dwadzieścia, dwadzieścia dwa dolary za sztukę. Uważane są za niższy wprawdzie, ale bardzo mocny gatunek z tego powodu, że przeżyły straszne traktowanie na pirackich okrętach. Szacuje się, że taki transport przeżywa przeciętnie dwadzieścia pięć do trzydziestu procent złapanych Płazów, ale te, które przetrwały, wytrzymają niejedno. W żargonie handlowym nazywa się je Maccaroni i ostatnimi czasy uwzględnia się je także w regularnych raportach handlowych.
Dwa miesiące później grałem w szachy z panem Bellamy w holu hotelu „France” w Sajgonie. Wtedy nie byłem już jednak najemnym marynarzem.
— Panie Bellamy — powiedziałem do niego — jest pan przyzwoitym człowiekiem i, jak to się mówi, dżentelmenem. Czy nie czuje pan czasem, że wbrew pańskiej naturze służy pan czemuś, co jest w istocie najpodlejszym niewolnictwem?
— Płazy to płazy — mruknął wymijająco.
— Przed dwustu laty mówiono, że Murzyni to Murzyni.
— A czy nie była to prawda? — odparł Bellamy. — Szach!
Tę partię przegrałem. Miałem nagle wrażenie, że każdy ruch na szachownicy został już kiedyś przez kogoś zrobiony. Może i nasza historia była już kiedyś rozegrana, a my przesuwamy nasze figury takimi samymi posunięciami ku takim samym porażkom jak kiedyś. Może właśnie taki przyzwoity i cichy Bellamy chwytał kiedyś Murzynów na Wybrzeżu Kości Słoniowej i woził ich na Haiti albo do Luizjany, pozwalając im zdychać w ładowni. Nie wydało mu się to niczym złym. Bellamy nie ma nigdy złych intencji. Dlatego jest niereformowalny.
— Czarne przegrały — powiedział Bellamy z zadowoleniem i wstał, przeciągając się.
[przypis autorski]
dziopa (gw.) — dziewczyna. [przypis autorski]
Dzisiaj z przyczyny pokłócenia się domów samodzierżczych wygubienie miliona ludzi — Król Pruski w swoich dziełach wyrachował, iż w Siedmioletniej Wojnie przeszło milion ludzi zginęło [Fryderyk II w Historii Wojny Siedmioletniej (pisanej po fr.); S.Cz.]. [przypis autorski]
Dzisiejsza generacja ładnych kobiet (…) miłość fizyczna straciła wiele — około r. 1780 maksymą było: Molti averne, un goderne, e cambiar spesso (Podróż Sherlocka); [molti (…) spesso: mieć wielu, cieszyć się jednym i często zmieniać; przyp. tłum.]. [przypis autorski]
dzisiok (gw.) — dzisiaj. [przypis autorski]
dziś do tak częstych wiwisekcji używa się zwierzęcia etycznie stojącego najwyżej: psa — jedynego prawdziwego towarzysza i najwierniejszego przyjaciela człowieka, tę najlepszą zdobycz, jaką kiedykolwiek człowiek zyskał, jak mówi F. Cuvier, i przy tym zwierzę tak inteligentne i tak czułe, wiąże się na łańcuchu jak zbrodniarza; w tym stanie pies każdej chwili odczuwa nigdy niezaspokojoną tęsknotę za wolnością i swobodą, życie jego jest powolną męczarnią. Przez takie okrucieństwo pies powoli wyzuwa się ze swej natury, przemienia się w zwierzę dzikie, krnąbrne i fałszywe, drżące i czołgające się przed szatanem-człowiekiem! Wolałbym być okradzionym, aniżeli być powodem takiej udręki i mieć wciąż przed oczyma tak niegodny widok. Z zadowoleniem przypominam sobie wypadek, który przed laty wyczytałem w „Timesie”. Pewien lord trzymał sobie brytana do pilnowania domu. Gdy pewnego razu przechodził przez podwórze i chciał psa pogłaskać, pies poszarpał mu ramię. I słusznie! Chciał przez to powiedzieć: „Ty nie jesteś moim panem, lecz szatanem, który mi piekło gotuje”. Takie nieludzkie dręczenie zwierząt powinno być zabronione i poddane uwadze policji. Także trzymanie ptaków w klatce jest bezmyślnym okrucieństwem. [przypis autorski]
Dziś dusza jego wzbija się ku niebu (…) Jak gdybyśmy zstąpili w grób bez nadziei nieśmiertelności — Z. Krasiński, Pisma, Kraków 1912, VIII (cz. 2), s. 267 (O życiu). [przypis autorski]
Dziś Emil Haecker robi poetę jawnie socjalistą — Haecker skarży się, że ta strona działalności Mickiewicza była tendencyjnie przemilczana: tak ważny (powiada) i płodny w życiu poety r. 1849 zajmuje np. w monografii Kallenbacha 10 stronic. Cóż się dziwić, kiedy nie mniej chyba ważny r. 1831 zajmuje w tejże, 1000 stronic liczącej, monografii aż — dwie stronice, tyle co analiza Powrotu Taty. [przypis autorski]
Dziś, gdy idei Boga, a zatem i idei człowieka wypowiedziano wojnę… — M. Zdziechowski, O kulcie Goethego, Wilno 1932. [przypis autorski]
dziś jeszcze najstarszy w tej rodzinie ma prawo nosić kapelusz lub hełm w obecności waszej królewskiej mości… — Lordowie Kingsale, potomkowie rodu de Courcy, korzystają dziś jeszcze z tego osobliwego przywileju. [przypis autorski]
Dziś jeszcze (…) sławnego poetę — Vasari: Le vite dei più eccellenti pittori, scultori e architetti (wydanie neapolitańskie, 1884). [przypis autorski]
Dziś Kościół (…) dopuszczając możliwość interwencji w niektórych przypadkach duchów złych, zabrania udziału w seansach i doświadczeniach spirytystycznych — René Johannet, Du spiritisme à la métapsychique, 1923, „Les Lettres”. [przypis autorski]
Dziś możemy czytać opowiadania uciekinierów o ruinie… — por. M. M., ZSSR — Rzeczywistość, Warszawa 1937, s. 76. [przypis autorski]
Dziś w Sandomiérzu męka Sadoka, a z nim czterdziestu dziewięciu braci (…) — Kościół rzymski beatyfikował męczenników sandomierskich, a papież Bonifacy VIII na prośbę Bolesława Wstydliwego i Prandoty biskupa krakowskiego, przywiązał do ich grobów pewne odpusty. [przypis autorski]
Dziś wiadomo, że ludzie, którzy się jej oddają, żyją szczęśliwi — Można dowiedzieć o tym w kopalniach Harcu w dolnych Niemczech i w kopalniach węgierskich. [przypis autorski]
Dziś zrzucam z siebie łachmanną Ducha-Nędzarza powłokę! (…) I wtedy duch mój zatruty z Kosmosem strutym się zbrata — M. Komornicka, Bunt Anioła, „Życie” 1897, nr 7. [przypis autorski]
dziuba — dziewczyna. [przypis autorski]
dziubas — statek do spławu. [przypis autorski]
dziwa się — przypatruje się. [przypis autorski]
dziwek (gw., daw.) — dziewek. [przypis autorski]
dziwna istota zwana Bernard-pustelnik — Raków tych mnóstwo jest także w La Manche. [przypis autorski]
Dziwna zaiste logika, pisze z tego powodu biskup Bonomelli… — Vacandard, op. cit., s. 289. [przypis autorski]
dziwne wrażenie wywierały dźwięki słyszane z jakiejś kawiarni europejskiej… — Olechnowicz, op. cit., s. 148–4. [przypis autorski]
dziwnie splątane i powikłane krużganki (…) nigdy jeszcze nie wnikło światło — S. Przybyszewski, Na drogach duszy, s. 20. [przypis autorski]
Dziwny ten człowiek umiał łączyć w sobie przymioty… — [Maurice Paleologue], Un grand rêaliste: Cavour, Paris, Plon 1926. [przypis autorski]
dzwonek — świerczek. [przypis autorski]
dżahanna — piekło [por. hebr. gehenna; red. WL]. [przypis autorski]
dżan — wyraz pieszczotliwy: jagniątko, duszka. [przypis autorski]
dżwierza — drzwi. [przypis autorski]
διάκτορος, έριούνιος, ψυχοπομπός — Diáktoros, Eriúnios, Psychopompós [przydomki boga Hermesa: przewodnik, pomocny, przewodnik dusz; red. WL]. [przypis autorski]
E. Aboud, podaję za: Lebau, Korespondencje Ekonomisty. Sprawozdanie z kongresu międzynarodowego w przedmiocie własności literackiej, „Ekonomista”, 18 listopada 1878, s. 2. [przypis autorski]
E. C. Hettinger, Justifying Intellectual Property, „Philosophy & Public Affairs”, Vol. 18, No. 1 (Winter 1989), s. 31–52, dostęp z dn. 31.01.2013 pod adresem http://www3.nccu.edu.tw/~adali/hettinger.pdf, s. 36. [przypis autorski]
E. Ferenc-Szydełko, Prawo autorskie na ziemiach polskich do 1926 roku, ZNUJ nr. 75/2000, s. 12. [przypis autorski]
E. Ferenc-Szydełko, Prawo autorskie na ziemiach polskich do 1926 roku, „ZNUJ” nr. 75/2000, s. 128. [przypis autorski]
E. Ferenc-Szydełko, Prawo autorskie na ziemiach polskich do 1926 roku, „ZNUJ” nr. 75/2000, s. 132. [przypis autorski]
E. Ferenc-Szydełko, Prawo autorskie na ziemiach polskich do 1926 roku, „ZNUJ” nr. 75/2000, s. 14. [przypis autorski]
E. Ferenc-Szydełko, Prawo autorskie na ziemiach polskich do 1926 roku, „ZNUJ” nr. 75/2000, s. 186. [przypis autorski]
E. Ferenc-Szydełko, Prawo autorskie na ziemiach polskich do 1926 roku, „ZNUJ” nr. 75/2000, s. 191. [przypis autorski]
E. Ferenc-Szydełko, Prawo autorskie na ziemiach polskich do 1926 roku, „ZNUJ” nr. 75/2000, s. 38. [przypis autorski]
E. Ferenc-Szydełko, Prawo autorskie na ziemiach polskich do 1926 roku, „ZNUJ” nr. 75/2000, s. 39. [przypis autorski]
E. Ferenc-Szydełko, Prawo autorskie na ziemiach polskich…, s. 45. [przypis autorski]
E. Gniewek, Komentarz do art. 140 Kodeksu cywilnego, Lex 2001, punkt 5. [przypis autorski]
E. J. Macgillivray, The copyright act, 1911, annotated, London 1912, s. 131. [przypis autorski]
e mano, Kregżde (litewskie) — i mnie, Jaskółkę. [przypis autorski]
e mano, Żwajżgde (litewskie) — i mnie, Gwiazdę. [przypis autorski]
E. Traple, Ustawowe konstrukcje w zakresie majątkowych praw autorskich i obrotu nimi w dobie kryzysu prawa autorskiego, Uniwersytet Jagielloński, Rozprawy habilitacyjne nr 179, Kraków, 1990, s. 138. [przypis autorski]
E. Traple, Ustawowe konstrukcje w zakresie majątkowych praw autorskich…, s. 139. [przypis autorski]
E vidi spiriti (…) andando — I ujrzałem duchy idące poprzez płomień [Przypis autora]. [przypis autorski]
E. Waśkowski, Rozwój ustawodawstwa cywilnego w XIX wieku, Wilno 1926, s. 5 - 8. [przypis autorski]
E. Waśkowski, Rozwój ustawodawstwa cywilnego w XIX wiekuWilno 1926, s. 5–8. [przypis autorski]
E. Waśkowski, Rozwój ustawodawstwa cywilnego w XIX wiekuWilno 1926, s. 5 - 8. [przypis autorski]
Eage, kontrolerze bone et fidelis… — Dałem sobie przetłumaczyć te słowa uczonemu o czterdziestu talarach; ucieszyły mnie. [Słowa te znaczą: „Odwagi, dobry i wierny kontrolerze; skoro byłeś wierny w małej rzeczy, mianuję cię generalnym dzierżawcą”. Jest to parodia Ewangelii św. Mateusza, XXV, 21 i 23; przyp. tłum]. [przypis autorski]
Eblis, Pluton Muzułmanów. [przypis autorski]
Ecco vostro innamorato! Ecco padre nostro!… (wł.) — Oto ten, który zakochał się w was! Oto nasz ojciec! Jakiż on piękny, ta radość nasza! Niech go Bóg błogosławi! [przypis autorski]
Eckhardt Jan — ur. ok. 1260 r. w Hochheim koło Goty, dominikanin, kształcił się w Kolonii i w Paryżu; piastując coraz wyższe godności zakonne, bawił kolejno w Saksonii, w Czechach, w wielu miejscowościach Niemiec; od r. 1311 nauczał w Paryżu, potem prawdopodobnie w Strasburgu, wreszcie w Kolonii; tu wytoczono mu w 1326 r. proces religijny; zanim jednak papież Jan XXII potępił 28 jego twierdzeń bullą z r. 1329, Eckhardt umarł 1327 r. Zostały po nim kazania w języku niemieckim i dzieło pt. Opus tripartitum (zawierające liber propositionum, liber quaestionum, opus expositionum). [przypis autorski]
Edrisi podaje ją w zupełności — dzieło Edrisi (Abu-abd Allah Mohammed-el Edrisi), nazywającego się chętnie geografem Nubii, było wydane w 1154 r. po n. Chr. pod tytułem Rekreacje człowieka pragnącego poznać do głębi przeróżne części świata. [przypis autorski]
Edward Ciesielski — Jest w Warszawie i pracuje w P. Z. P. [przypis autorski]
edylowie rzymscy — edylowie pełnili w Rzymie czynność dzisiejszéj policyi. [przypis autorski]
efekt — wrażenie. [przypis autorski]
Egłe (litew. Eglė) — jodła [właśc.: świerk. Red. WL]. [przypis autorski]
egoizm intelektualny, ten zwłaszcza, który objawia się w chęci przeprowadzenia komedii swego charakteru — [Komentarz autora z Uwag.] Najtrudniejsze miejsce w całej Pałubie. Pojęcie „komedii charakteru” tworzę jako tymczasowy schowek na pewne dość różnorodne objawy, których powstawanie nie całkiem jest mi jasne. Sprawa ta jest właściwie podobna do poruszonej [w rozdziale XII] sprawy instynktu samozachowawczego pewnych utworów mózgowych, tylko że tu idzie o wytwory najbardziej umiłowane, o najdroższe „skarby duszy”. Za komedię charakteru uważam pewne typowe, stalsze zachcenie umysłu, aby rzeczy, zajścia i stosunki tak a tak pojmować. Zobaczymy to na przykładzie. Jakaś matka ma syna nicponia, ale wierząc (?) w jego dobre serce, daje mu pieniądze, ochrania jego łotrostwa itd., i nigdy nie da sobie wyperswadować, że syn jest nicponiem. Dlaczego? Bo zapewne sama wie o tym, ale dla dobrobytu jej charakteru (nazywają to „słabostką”) jest potrzebne, by on był nicponiem, a ona w to wierzyła i była wyzyskiwaną. Filozof, który wierzy w swój system, autor, który chce wmówić w czytelnika, że przeprowadza to a to (autor Pałuby?). To jest ten rdzeń myśli, z którym człowiek jakiś czas tak się zżyje, że potem mimo podejrzeń, iż może się myli, nie chce się go pozbyć: za wiele trudu i bólu sprawiłoby rozpleść, rozmiękczyć ów rdzeń czy guz. Tu należą jednak nie tylko stałe, widoczne rdzenie, ale i sporadyczne wybryki, które każdy sam sobie niespodzianie płata w kompromisie ze sobą: jeżeli np. ktoś wbrew własnej woli wygaduje się z czymś pod pozorem (pozór tworzy się natychmiast), że zasięga rady; pisze się list, żałując równocześnie, że się go pisze; wierzy się w swój talent, choć się wie, że się go nie ma; robi się coś śmiesznego lub nierozsądnego, pomimo że rozum dokładnie nas ostrzega przed następstwami. O ile mi się zdaje, to jednak te wszystkie przykłady można wytłumaczyć bez używania słowa „charakter”, np. naśladowaniem samego siebie, uzasadnionymi przypuszczeniami, że się ma może słuszność, jeżeli się robi tak, jak się robi itd. [przypis autorski]
egzageracja — przesada. [przypis autorski]
egzagerujesz — przesadzasz. [przypis autorski]
egzaltacja — przesada. [przypis autorski]
Eheu! — po łacinie: „niestety!”. [przypis autorski]
Ehrwürden — Wasza wielebność. [przypis autorski]
ein Genie in Kritik und Nachdichtung, in allem Nachschaffen und Nachverstehen — W. Dilthey, Das Erlebnis…, s. 292. [przypis autorski]
Eine Frau in Paris soll es durch ordentlich angestellte Versuche mit Giftpulvern so weit gebracht haben, daß sie den entfernten Todestag mit ziemlicher Zuverlässigkeit voraus bestimmen konnte. Pfui über unsere Ärzte die diese Frau im Prognostizieren beschämt! [przypis autorski]
eine masslose Selbstüberschätzung — bezgraniczne przecenianie siebie. [przypis autorski]
ekscerpt — wyciąg. [przypis autorski]
„ekspresjonizm”. W okresie międzywojennym (…) drudzy rozszerzali ją [te nazwę] na niektórych poetów dwudziestolecia (Tuwim, Iłłakowiczówna) — S. Kołaczkowski Uzupełnienie do: W. Feldman, Współczesna literatura polska, Kraków 1930, s. 647–653, 666. Por. też Ekspresjonizm w powieści historycznej, „Prosto z mostu” 1938, nr 34. [przypis autorski]
„ekspresjonizm”. W okresie międzywojennym (…) jedni stosowali ją [tę nazwę] do grupy poznańskiego „Zdroju” — K. Klein, Ekspresjonizm polski, „Przegląd Humanistyczny” 1932, nr 4–5; S. Kasztelowicz, Tragicy doby bez kształtu, Cieszyn 1933. [przypis autorski]
Ekstrakt, czyli wyciąg najmocniejszy z roślin. [przypis autorski]
el buono pastor — dobry pasterz. [przypis autorski]
… el Gran Tresoriato per il mastro di Cugina di Lituania… — Hetmanem polnym został mian. Michał Pac, Podskarbim W. lit. Hieronim Kirszensztein Kryspin, były Kuchmistrz W. lit. [przypis autorski]
Eleonora oświadcza, że tylko zguba bez żalu jest ostatecznym sprawdzianem piękna. „Największy żal (…), aby się utwierdzić — S. Brzozowski, Fryderyk Nietzsche, Stanisławów 1907, s. 7. [przypis autorski]
Eleonora „snuje dalej te myśli” Paola — S. Brzozowski, Fryderyk Nietzsche, Stanisławów 1907, s. 6. [przypis autorski]
elf — mały baśniowy duszek leśny, mieszkający w kielichach kwiatów. [przypis autorski]
Emancypantki nie są powieścią — są spowiedzią duszy (…) Prusa należało w rękę całować i jego pamięci poświęcę edycję Końca epopei — K. Tetmajer o „Emancypantkach”, „Warszawa” 1947, nr 11. [przypis autorski]
Emin pasza — z pochodzenia Żyd niemiecki, był po zajęciu przez Egipt kraju leżącego koło Albert-Nianza gubernatorem Ekwatorii, przebywał najczęściej w Wadelai. Mahdyści atakowali go kilkakrotnie. Uratowany został przez Stanley'a, który przeprowadził go wraz z większą częścią żołnierzy do Bagamojo nad Oceanem Indyjskim. [przypis autorski]
emisja promieni röntgenowskich nieodłącznie towarzyszy fluorescencji (…). Myśl tę powziął pierwszy p. Henryk Poincaré — [por.] „Revue générale des sciences”, 30 stycznia 1896. [przypis autorski]
Empfindlichkeit, czyli, jak powiada mój słownik niemiecko-angielski, sensibility, czyli, jak mówi słownik angielsko-francuski, sensibilité. [przypis autorski]
encyklopedia (…) „Dekadenci, ob. Symboliści” — Wielka encyklopedia powszechna ilustrowana, t. XV, Warszawa 1895, s. 247. [przypis autorski]
engur — winogrona. [przypis autorski]
entuzjazm — zapał. [przypis autorski]
envoy[és] — kilka liter, ujętych w nawias, uzupełniłem w miejsce wydartych na brzegu rękopisu. [przypis autorski]
Epidamnijczycy, czując iż obyczaje ich psują się przez zetknięcie z barbarzyńcami, wybrali urzędnika, aby prowadził cały handel w imieniu miasta i dla miasta — Plutarch, Quaest Graec. [przypis autorski]
epifity — pasożyty z lasów dziewiczych, rośliny mające korzenie w szczelinach kory, na drzewach butwiejących wskutek wilgoci i wiecznego braku słońca. [epifity najczęściej nie są pasożytami, rosną na innych roślinach, wykorzystując je jako podpory; red. WL] [przypis autorski]
epipsychidion — towarzysz duszy. [przypis autorski]
epitafium — oto owo epitaphium, pomieszczone na wstępie do zbioru utworów Dagny Przybyszewskiej pt. Kiedy słońce zachodzi, w jego własnym przekładzie. „Dzieciom moim Zenonowi i Iwci puściznę po matce przekazuje ojciec. Wychowana w bogactwie i zbytku, znosiła mężnie i wytrwale kilkuletnią nędzę artysty, co się z trudem przez życie przebijać musiał. Kobieta niezwykłej kultury i poczucia artystycznego, powierniczka najskrytszych moich intencyj twórczych, jedyny człowiek, który znał mój twór aż do dna, który nieraz wyłowił z głębi mej duszy to, co dla mnie samego było nieświadome; oto czym była wasza matka. Jej tragedią było, że duszę miała zbyt szczerą, zbyt śmiałą i dumną, by mógł na nią paść najdrobniejszy cień fałszu i hipokryzji. Jej tragedią było, że była tym, czym jest jej sztuka: pięknością i zbytkiem. Nie była stworzona do tego świata: dusza jej, pełna naiwnej ufności, dziecięcej prostoty, doznała zbyt dużo rozczarowań, zbyt często była oszukiwana i zwodzona: musiała się w końcu przełamać. Tragedią jej była piękność, i szczerość, i duma. Była przepięknym egzotycznym kwiatem, który rzadko wykwita, a który tłum zdeptać musi — i nie dość że zdepcze, ale mści się na nim jeszcze po śmierci. Więc, dzieci moje, niech pamięć matki będzie dla was święta, jak dla mnie jest święta. Stanisław Przybyszewski. Warszawa, w czerwcu 1901”. [przypis autorski]
epoce historycznej, której nastanie G. H. Bondy ogłosił na pamiętnym walnym zgromadzeniu Kompanii Eksportowej Pacyfiku w swych proroczych słowach o rozpoczynającej się utopii — por. Inwazja jaszczurów, Księga I, rozdział 12. [przypis autorski]
epoka „brutalnej ekstazy romantycznego bolszewizmu” — Essad Bey, op. cit., s. 148. [przypis autorski]
Epoka Ludwika XV (…) najpiękniejszy moment swoich wychowanków — Pan de Francueil, kiedy używał zbyt wiele pudru. Pamiętniki pani d'Epinay. [przypis autorski]
Epokę obecną, tę, w której żyjemy, zamknął Wyspiański (…) dawnym sposobem żyć już nie sposób — S. Lack, O literaturze kobiecej, „Nowe Słowo” 1903, nr 24. [przypis autorski]
epos — opowieść. [przypis autorski]
era upokorzeń, denuncjacji, prowokacji, prześladowań — Boris Souvarine, Staline, Paris, Plon, 1935, s. 425. [przypis autorski]
erbować — dziedziczyć. [przypis autorski]
